Wietnamskie góry – ucieczka z pędzącego autobusu

W końcu miały być góry. Na ten moment czekałem długo. Po odpoczynku w fantastycznym Phong Nha Ke Bang miałem udać się na północ kraju. Północ Wietnamu to rejon bardzo górzysty i momentami bardzo niedostępny. Włóczenie się i spanie na dziko jest niezbyt łatwe, ale i tak jarałem się jak dziecko na myśl o zbliżającej się podróży. Misja się trochę nie udała. Z górami muszę poczekać na Nową Zelandię.

Samolot w Hanoi wylądował koło godziny 19. Miałem jakieś 2 godziny żeby dostać się do centrum i zapakować się w coś jadącego w góry. Na mojej liście były dwa miejsca: Sa Pa oraz Ha Giang. Pierwsze z nich to wioska w prowincji Lào Cai, leżąca na wysokości 1600 metrów. Jest to bardzo popularne miejsce turystyczne. Słynie z wszechobecnych tarasów ryżowych, pobliskich wiosek w których zamieszkują przeróżne mniejszości etniczne oraz otaczających wysokich gór. To tutaj znajduje się najwyższy szczyt Wietnamu Phan Xi Păng (3143 m.n.p.m.). Niestety wszystko co piękne się kiedyś kończy. Obecnie jest to miejsce bardzo skomercjalizowane i pełne turystów. Takie wietnamskie Zakopane. Drugim miejscem na mojej liście było Ha Giang. Miasto samo w sobie nie oferuje nic jednak cała prowincja jest przepiękna. Tutaj znajduje się słynna Ha Giang Motorbike Loop – pętla wraz z przeprawą przez przełęcz Ma Pi Leng. Jest to 350 kilometrowa trasa prowadząca przez góry, którą najlepiej pokonać motocyklem (wielu uważa, że to obowiązkowy punkt dla podróżujących przez Wietnam na jednośladzie) . Całość zajmuje optymalnie 3 dni, oferując przy tym niezapomniane widoki. Rzekomo jest to miejsce dużo ładniejsze i tańsze niż Sa Pa i w ogóle nie oblegane.

W tym miejscu pojawił się pierwszy dylemat i pytanie: “gdzie powinienem pojechać?”. Optymalnie byłoby zwiedzić dwa miejsca. Teoretycznie jest to możliwe i całkiem łatwe. Między SaPą a Ha Giang kursują lokalne busy. 30 PLN, 6 godzin jazdy i jest się na miejscu. W praktyce szanse były niewielkie. Okienko pogodowe miało trwać jakieś 3-4 dni. W tym czasie dwóch miejsc nie da się zobaczyć a wyprawa w tak piękne rejony przy widoczności 10 metrów nie ma większego sensu. Musiałem wybrać jedno miejsce, zakładając, że jeśli tylko prognozy się poprawią, pojadę w drugie. Z jednej strony bardziej chciałem zobaczyć Ha Giang (głównie ze względu na brak ludzi), z drugiej strony do SaPy łatwiej się dostać. Dziesiątki autokarów i przede wszystkim pociąg. Do Ha Giang tylko nocny autobus. Baaardzo ale to baaardzo nie lubię autobusów. Zwłaszcza nocnych. Zdecydowanie najgorszy środek lokomocji. Sprawę udało się rozwiązać klasycznie. Pomógł WhatsApp i Natka:
– Która nazwa Ci się bardziej podoba Sa Pa czy Ha Giang?
– Ha Giang. Bo trochę jak gang. Nuta niebezpieczeństwa.
Postanowione. Jadę do Ha Giang.

Szybko kupiłem bilety na autobus i heja na dworzec. Bilet kosztował 240000 dongów, czyli jakieś 36 złotych. Niestety, jedyna firma jaką znalazłem to Hung Thanh. Przyznam, że gdybym to ja w tym momencie był na Twoim miejscu i czytał tego bloga, pomyślałbym sobie “a ch… mnie obchodzi czym ten typ jechał”. W tym jednak przypadku firma ma ogromne znaczenie. Jeśli będziesz kiedyś w Wietnamie to unikaj ich jak ognia. To samo mówił mi internet. To samo mówili na TripAdvisor, to samo mówili na LonelyPlanet, to samo mówili na wszelakich grupach na fb. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym się kogokolwiek posłuchał. Pojechałem. Podróż skończyła się dla mnie całkiem szybko. Zaczęło się oczywiście od afery. Naczytałem się, że często w jakiś cudowny sposób giną rzeczy z luku bagażowego. Uparłem się żeby plecak mieć przy sobie. Jest całkiem nieduży i choćbym miał go trzymać na kolanach, nie zostawię go na dole. Wizja utraty całego sprzętu przed wyjazdem do Nowej Zelandii była wystarczająca. Kierowca oczywiście zaczął się na mnie wydzierać. Po wietnamsku zostałem zważywszy pewnie od najgorszych, no ale nic, jestem spokojnym człowiekiem, idę grzecznie na swoje miejsce. A przynajmniej tak planowałem. Oczywiście nie mogłem usiąść na miejscu, które miałem na bilecie, zostałem zaprowadzony na tył autobusu. Po raz kolejny, jestem spokojnym człowiekiem, mam gdzieś to gdzie będę siedział. Nie tym razem. To był autobus z miejscami leżącymi, bardzo specyficznie ułożone siedzenia. Miejsce z tyłu autobusu było tak zrobione, że Wietnamczycy o wzroście 160 cm mieli problemy żeby tam się zmieścić. No trochę przypał. Nie było możliwości żebym się wcisnąć. Idę do obsługi i grzecznie zwracam uwagę, że to nie moje miejsce i nie ma opcji żebym się zmieścił. Zostałem poinformowany, że Wietnamczycy mają pierwszeństwo a dla turystów zostają najgorsze miejsca. No dobra. Nic mi nie popsuje humoru, w końcu jadę w góry. Tak mi się tylko wydawało. Do akcji wkroczył kierowca. Już od samego początku wydawał się podejrzany. Skubany miał oczy jak 5 złotych. Nie wiem czym ale naćpany był jak szpadel. Ćpak zaczął mnie popychać i wyganiać na swoje miejsce. Oj, w tym momencie troszkę już mnie poniosło. Nie będzie mnie żaden karakan popychał. Grzecznie wytłumaczyłem co mu zrobię jeśli jeszcze raz mnie dotknie. Chwilowo podziałało. Grzecznie udałem się na swoje miejsce. Musiałem się zmieścić. Ruszyliśmy. Jakoś na początku nie myślałem w ogóle o tym, że kierowca jest naćpany. Wkręcałem sobie, że może mi się tylko wydaje. Nocna jazda to może wypił dużo kawy. Niestety było inaczej. Autobus nie do końca z nim współpracował i niezbyt chciał jechać prosto. Od krawężnika do krawężnika. Po kilkunastu minutach stwierdziłem, że olać te 30 złotych, olać góry, ja wysiadam. Idę do kierowcy: “Panie zatrzymaj tą maszynę, ja wysiadam”. Kierowca oczywiście mnie zignorował i po raz kolejny zaczął się wydzierać. Można tłumaczyć tym, że nie zrozumiał po angielsku, ale słowo STOP chyba każdy rozumie. No dobra, jest przypał, pytanie co zrobić. Szybka kalkulacja i pytanie co jest bardziej bezpieczne, jechać nocą przez kręte góry z naćpanym kierowcą czy wyskoczyć z jadącego autobusu. Nie wiem czemu ale odpowiedź wydawała się prosta. Poczekałem aż autobus znajdzie się na zakręcie i troszkę zwolni, zlokalizowałem wajchę do ręcznego otwierania drzwi i hyc. Najpierw wyrzuciłem plecak i chwilę po tym ja. W Specnazie szkolą żeby skakać do tyłu z twarzą zgodnie z ruchem pojazdu, na zgięte kolana i bez podpierania się rękoma. Do tyłu żeby zmniejszyć naszą prędkość względem ziemi a tworzą do przodu żeby zacząć biec zgodnie z wektorem pędu. Teoria teorią. Mimo, że jechaliśmy całkiem wolno nie ustałem, trochę mnie poobijało ale byłem cały. Uff, kolejny przypał przetrwany. Autobus pojechał, ja zostałem sam na środku pola.

Zdążyłem ujechać jakieś 10 km. Szybko zacząłem maszerować w kierunku miasta. Na szczęście po kilku minutach jakiś miły Pan zaproponował mi podwózkę na skuterze. Godzinę po zdarzeniu spałem już bezpiecznie w hostelu w centrum Hanoi. W ten oto sposób musiał odpuścić sobie Ha Giang. Postanowiłem, że następnego dnia wieczorem pojadę pociągiem do Lào Cai, skąd mogę złapać busika do SaPy. Cały dzień zleciał na włóczeniu się po Hanoi. Nie lubię dużych miast, nie udało mi się odnaleźć w Hanoi jakiegoś fajnego klimatu. Myślę, że całkiem szybko by mi się znudziło. Aczkolwiek przyznać muszę, że dzień ten był spędzony bardzo przyjemnie. W Hanoi studenci, którzy chcą podszkolić angielski dosiadają się do studentów i z nimi rozmawiają. Przeprowadziłem taka rozmowę z co najmniej 10 grupami. Część mnie częstowała alkoholem. Całkiem miły dzień. Wieczorem poczłapałem do hostelu po plecak i na dworzec. Udało mi się załapać na Happy Hour i godzinę darmowego piwo, więc przyznać muszę, że szło mi się przyjemnie.

Co do samego pociągu. Kosztował dużo mniej niż autobus, jechał także w nocy i był całkiem przyjazny. Na dworcu kręciły się dzikie tłumy turystów, które jechały w góry. Na szczęście wszyscy wchodzili do wagonów sypialniach. Na końcu był tylko jeden wagon dla biedoty (czytaj dla mnie) z miejscami siedzącymi. Byłem ja i sami Wietnamczycy. Miało to swoje plusy. Po kilku minutach ktoś wyciągnął wino ryżowe. Popiliśmy. Mimo, że podróż trwała 8 godzin, spałem jak dziecko i obudziłem się w samym Lào Cai. Teraz została godzina w busie do SaPy i gotowe.

Czym mnie powitały góry? Mgłą i zerową widocznością. Krętymi dróżkami i szalonymi kierowcami. W busie jechała ze mną grupa Polaków. Z ust kobiet co chwilę wydawał się paniczny krzyk. Wyprzedzanie na trzeciego, spychanie mniejszych z drogi. To tutaj norma. Widoczność 5 metrów nikomu nie przeszkadzała. Wszyscy (głównie tiry i autobusy, w Wietnamie jest mało samochodów) wyprzedzali się jak gdyby jechali po autostradzie.

Była 7 rano kiedy dotarłem do hostelu. Prognozy pogody mówiły, że rano będzie padać a później pojawi się słońce. Z takim nastawieniem zabrałem skuterek i wyruszyłem w trasę w góry. Niestety. Prognoza się myliła. Chmury rozeszły się na chwilkę. Przejechałem jakieś 200 km. Jechałem 7 godzin. Zdecydowana większość dnia to w jazda we mgle. Udało mi się przejechać przez przełęcz Tram Ton Pass, najwyżej położoną przełęcz we Wietnamie. Niestety, nie widziałem nic. Zerowa widoczność, ja skupiony na ucieczce przed ciężarówkami i temperatura bliska zeru. Tak mi minął prawie cały wczorajszy dzień.

Dzisiaj jest jeszcze gorzej. Pogoda taka, że nawet nie wyszedłem z hostelu. Deszcz, mgła i ulewa. Niestety. Tym razem nie było potężnych gór, nie było tarasów widokowych, prawie nic nie było. Góry mnie pokonały. W Ha Giang również zła pogoda, więc jutro wracam do Hanoi i jadę nad wybrzeże. Mimo wszystko bardzo cieszę się, że tutaj przyjechałem. Warto było chociażby dla tej godziny słońca, które się pojawiło. Warto dla tych ludzi, których poznałem w hostelu, warto dla tych śpiewów do rana. Gdybym tu nie przyjechał to plułbym sobie w brodę, a tak zostało postanowione, że jeszcze tu kiedyś wrócę.

1 thought on “Wietnamskie góry – ucieczka z pędzącego autobusu

  1. Kuzwa Chylu ja z Toba sie tam wybiore… dojedziemy tego kierowce autobusu… 😀

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close