Hai Van Quan, Hoi An – rodziewiczenie jednoślada

No i stało się. Miałem trzymać się z dala od skuterów, motorów i innych takich. Wytrzymałem całe 3 dni. Jako miejsce do nauki wybrałem sobie Da Nang – jedno z większych miast w Wietnamie. Nigdy wcześniej nie jeździłem, ale co z tego, przecież to nie może być trudne. W końcu jestem trochę inżynierem.

Po krótkim pobycie w Sajgonie, złapałem lot do Da Nang. Planuję spędzić jak najwięcej czasu na północy Wietnamu, więc Da Nang miało być tylko krótkim przystankiem. Szybki nocleg i rano łapanie stopa do Parku Narodowego Phong Nha Ke Bang. Jak to zwykle bywa, najbardziej niepozorne miejsca zachwycają mnie najbardziej, tak stało się też tym razem. Już po wyjściu z samolotu spotkałem wielu uśmiechniętych mieszkańców. Kilka osób chciało sobie zrobić zdjęcie, kilka osób było zainteresowanych skąd pochodzę. Przechodnie machali i pozdrawiali. Podoba mi się to, muszę zostać tu dłużej. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Plusem niezaplanowanych wycieczek jest to, że można je na bieżącą modyfikować a to i tak nie zrujnuje planu. W sumie to nie ma czego rujnować. Tworzenie planu z dnia na dzień to coś co lubię najbardziej.

Już po wejściu do hostelu Pan z recepcji zapytał mnie czy chcę wynająć skuter. W sumie to czemu nie. W końcu będę miał cały dzień wolny, może warto pojeździć po okolicy. To wystarczyło. Nie musiałem nigdzie iść, nie musiałem zostawiać żadnych dokumentów (to akurat plus, oczywiście nie zdążyłem zrobić międzynarodowego prawa jazdy), rano po przebudzeniu czekała na mnie automatyczna Yamaha. Wypożyczenie takiego skutera to koszt około 15 złotych za dobę. Do tego paliwo, które jest w miarę tanie i można śmigać. Po kilku sekundach rozkminy jak to działa wyruszyłem w drogę. Przyznać muszę, że tylko kilka pierwszych minut było straszne. Ruch w Wietnamie wydaje się być bardzo niezorganizowany. Milion klaksonów z każdej strony, skutery są wszędzie, ciężarówki są wszędzie, nikt nie zwraca uwagi na światła. Po kilku minutach okazało się, że poruszanie się po ich miastach jest łatwiejsze niż się wydaje. Wystarczy jechać tak samo jak wszyscy i na pewno nic się nie stanie.

Pierwszym kierunkiem była przełęcz Hai Van. Miłośnicy Top Gear’a na pewno kojarzą ten przejazd z odcinka specjalnego kręconego w Wietnamie. Clarkson, Hammond i May zachwycali się widokami, nazywając przejazd jednym z bardziej spektakularnych na świecie. Jakiś czas temu przebiegała tędy główna droga krajowa z Hanoi do Sajgonu, jednakże po wybudowaniu tunelu cały ruch przeniósł się na drogę równoległą, a trasa służy teraz głównie turystom i miłośnikom pięknych widoków. Brzmi dobrze? Poczekajcie na zdjęcia.

Od hostelu do końca trasy miałem jakieś 35 km w jedną stronę. Od razu udałem się nad wybrzeże i jechałem wzdłuż plaż. Da Nang słynie z pięknych plaż. Już wiem dlaczego. Mimo, że niebo było mocno zachmurzone a widoczność ograniczona, całość robiła ogromne wrażenie. Z każdym kolejnym kilometrem było już lepiej. Pozwolę sobie ominąć opis i wstawić troszkę zdjęć.

Cała trasa była bardzo łatwa i przyjemna. Nawierzchnia w świetnym stanie, szeroko. Na trasie było trochę tirów i autobusów, ale ruch był na tyle mały, że można było je bez problemu wyprzedzać.

Teoretycznie mogłem przejechać całość w godzinę, ale niesamowite widoki zmuszały do ciągłego zatrzymywania i trzaskania zdjęć. Nie tylko ja się zatrzymywałem. Praktycznie przy każdym postoju można było sobie uciąć przyjemną pogawędkę. Poznałem Czecha, który jest przewodnikiem amatorem. Cały rok spędza na podróżach do Azji Południowo-Wschodniej (trochę mu zazdroszczę trybu pracy). Poznałem Niemca, który jest juz 2 lata w podróży. Motocyklem zwiedził pół świata. Poznałem Brytyjczyka, któremu właśnie kończy się wiza i gnał do granicy z Kambodżą. Poznałem Polkę która podróżuje bardzo podobnie do mnie. Poza nimi poznałem wiele osób, które mają wszystko gdzieś i delektują się światem. Wyborowe towarzystwo.

Z trasy wróciłem o godzinie 12. Zostało jeszcze sporo dnia, więc postanowiłem, że odwiedzę Hoi An. Rzekomo jest to najpiękniejsze miasto w Wietnamie. Absolutne “must see” każdej wycieczki. Pierwotnie planowałem je ominąć, ale akurat przebywała w nim koleżanka koleżanki, która z plecakiem podróżuje po Azji Wschodniej. Perspektywa wspólnego napicia się piwka na końcu świata wystarczyła. Odpaliłem motur i pojechałem dalej.

Przejeżdżając przez miasto z oddali wyłoniła się kilka ogromnych marmurowych skał. Jak się później okazało Ngũ Hành Sơn to kompleks pięciu skał w które wplecione są przeróżne buddyjskie pogody i świątynie. Warto się między nimi przespacerować. Co prawda miejsca kultu religijnego to ostatnie co mnie interesuje i zazwyczaj omijam je szerokim łukiem, jednak tym razem widoki z góry nadrobiły wszystko. Godzinny spacer i można było śmiało uderzać do Hoi An.

Jakie jest Hoi An? Czy to naprawdę najpiękniejsze miasto Wietnamu? Może tak. Mnie osobiście to miejsce brzydziło. Owszem, uliczki piękne, dużo restauracji, ładne ozdoby, jednak natłok turystów sprawiał, że czułem się jak w Sopocie. Dużo więcej Europejczyków niż lokalnych. Europejczyków, którzy traktowani są jak chodzące skarbonki. Trochę przypominało mi to Indie. Ciężko było z kimkolwiek porozmawiać, bo każdy kto zaczynał rozmowę chciał mi coś wcisnąć. Hitem były starsze panie, które z uśmiechem pozowały do zdjęć za które później rządały równowartości kilku porządnych obiadów. Sam dałem się złapać jak dziecko. To było chyba najdroższe zdjęcie w moim życiu. Człowiek się uczy całe życie.

Zniesmaczony miejscem, które jest idealne dla niemieckich emerytów, szybko wróciłem do Da Nang. Robiło się ciemno, zaczął padać deszcz, ale było jeszcze trochę paliwa w baku więc trzeba było wyjeździć. Napotkałem na kilka ciekawych miejsc, które bez gadania prezentuję poniżej.

Reasumując. Jazda skuterem bardzo mi się spodobała. Nie zamierzałem tego robić, ale jak już zrobiłem to się bardzo wciągnąłem. Jutro wyjeżdżam do Dong Hoi. Mam do przejechania 250 km, ale już kombinuję jak to zrobić na jednośladzie. Jedno jest pewne. Północ Wietnamu zamierzam zjeździć motorem. Mam zamiar jakiś kupić a po wycieczce sprzedać. Czy to się uda? Okaże się za kilkanaście dni.

Swoją drogą. Wietnam uchodzi za państwo idealne do zwiedzania motorem. Nie jest jednak tak kolorowo. Definitywnie trzeba posiadać międzynarodowe prawo jazdy. Żadna wypożyczalnia tego nie rząda, ale w przypadku kontroli może być niezły przypał (najczęściej kończy się łapówką, ale lepiej wydać 100 dolarów na jedzenie niż na policjanta) . Na szczęście kontrole zdarzają się bardzo rzadko. Wystarczy mieć kask na głowie i ryzyko jest niewielkie. Pamiętajcie. Przypał, przypałem, przygoda, przygodą ale bezpieczeństwo najważniejsze. Nigdy nie jeździjcie bez kasku. Sam w drodze powrotnej miałem małą przygodę, wjechał we mnie na światłach kierowca samochodu. Nic się nie stało tym razem, ale pamiętajcie, w Wietnamie rocznie ginie w wypadkach 14000 osób. Zdecydowana większość z nich to motocykliści. Uważajcie na siebie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close