Lofoty – raj na ziemi, na biedaka cz.2

No to lecimy dalej ze spacerem. Pod koniec drugiego dnia wycieczki na Lofotach dobiłem do północnego brzegu Kirkefjord. Kolejnym celem i jednocześnie miejscem rozbicia namiotu była plaża Horseid. Jak już wcześniej wspomniałem, pozostali turyści popłynęli do Bunes Beach. Obie plaże są do siebie bardzo podobne. Różnica taka, że mój wariant jest troszkę trudniejszy w zdobyciu i trudniej z niego wrócić. No ale czy 5 km spaceru to jest coś co stanowi jakąkolwiek przeszkodę ? Bynajmniej (oczywiście tylko w przypadku jeśli posiadasz ze sobą namiot i nie musisz pilnować czy uda Ci się powrócić na ostatni statek).

IMG_20170610_153450_HDR-01

Przed wyjściem, kapitan statku zapytał czy mógłbym zabrać paczkę z listami i wrzucić do skrzynek znajdujących się na brzegu. W okolicach miejsca postoju spokojnie stoi sobie kilka domów. Dla okolicznych mieszkańców korzystanie ze statków i motorówek jest jedyną możliwości komunikacji ze światem zewnętrznym. Warto wspomnieć, że nie uświadczysz tam żadnych sklepów czy noclegowni. Podróżując w to miejsce trzeba być zaopatrzonym w żywność oraz namiot. Kilka razy słyszałem żeby koniecznie sprawdzić prognozę pogody. Ponoć w czasie sztormu, plaża zamienia się w małe piekło. Brak jakichkolwiek drzew, brak możliwości schowania się. Zostajesz sam na sam z żywiołem. Na szczęście podczas całego pobytu dopisywała mi nietypowa jak na te regiony, letnia pogoda. Pogoda, której oczywiście nie spodziewałem się. Zaopatrzony byłem raczej w ciepłe ubrania. Pozostało tylko paradowanie wpół nago.

IMG_20170610_175229_HDR-01IMG_20170611_091442_HDR

Rozniosłem listy i ruszyłem w drogę. Ścieżka do plaży jest bardzo dobrze widoczna. Jest to jedyna wytyczona ścieżka, więc raczej nie ma możliwości zgubienia się. Delikatne podejście w górę (jakieś 200 metrów przewyższenia) i naszym oczom ukazuje się przeogromna plaża. Patrząc na nią z góry, wydaje się, że jesteśmy praktycznie rzut beretem od wody. Nic bardziej mylnego. Plaża jest na tyle duża, że traci się poczucie skali. Od momentu ujrzenia brzegu czeka nas około godzinny spacer. Najpierw przez podmokłe tereny, miejscami bagna a na końcu pół godziny spaceru przez piach. Zdecydowanie warto. Po raz kolejny, widok na miejscu odbiera człowiekowi mowę. Po lewej stronie skały, po prawej stronie skały, za nami skały, w oddali mały wodospad. Jest to jedno z bardziej odizolowanych miejsc Lofotów. Nie licząc drogi morskiej, trzeba się ładnie nachodzić żeby tam dotrzeć (miało mnie to czekać kolejnego dnia). Mimo wszystko warto się pofatygować i dotrzeć w to miejsce.

IMG_20170610_215346_HDR-01

W przypadku dobrej pogody plaża jest wręcz idealna do obozowania. Na wschodnim brzegu zatoki znajduje się przeogromna trawiasta skarpa. Można na niej znaleźć wiele płaskich miejsc. Można próbować rozłożyć się w sąsiedztwie skał, które chociaż trochę będą chroniły nas od wiatru. Do morza spływa kilka strumyków, z których śmiało można czerpać wodę. W strumykach tych, można też się wykąpać. Próbowałem i poległem. O ile niskie temperatury powietrza nie są dla mnie przeszkodą, tak wytrzymanie ponad minuty w górskim strumyku, 150 km na północ od koła podbiegunowego, jest niemałym wyzwaniem. A skoro jesteśmy przy higienie. Jak o nią dbać podczas takiej budżetowej wycieczki ? Sprawa jest całkiem prosta – suchy szampon (bez szyderstw proszę – o brodę też trzeba dbać), żel dezynfekujący na bazie alkoholu i mokre chusteczki potrafią zdziałać cuda. Oczywiście po tygodniu takiej wyprawy śmierdzi od nas niemiłosiernie, ale tym będziemy martwić się później. Póki co jestem sam na końcu świata i te kilka dni bez prysznica nie są w stanie zniszczyć poczucia szczęścia.

IMG_20170610_193506_HDRIMG_20170610_194216_HDR

Szybko rozbiłem namiot na skraju skarpy. Zazwyczaj ustawiam się tak, żeby rano po rozsunięciu zamka czekał mnie piękny widok. Tak było i tym razem. Widok na plażę i góry, świeża kawa i brak żywej duszy w okolicy powoduje, że człowiek z automatu zastanawia się nad rzuceniem wszystkiego i zostaniu w tym miejscu do końca życia. Niech mi tylko ktoś przynosi jedzenie i się przeprowadzam. Odnośnie jedzenia. W pierwszej części wspomniałem, że wydałem około 50 PLN na jedzenie w Polsce. Planując takie wyprawy zawsze staram się zabrać składniki, które nic nie ważą. Mój jadłospis nie był zbytnio rozmaity. Rano po przebudzeniu szybka owsianka. Popołudniu jakieś nudle (monotonnie najczęściej wybieram pomidorową). Wieczorem gotowany ryż z jakimś sosem z proszku (najczęściej fixy do spaghetti albo chińska mieszanka). Dodatkowo kabanosy. Gdyby człowiek zgłodniał na szlaku, kabanos jest prawdziwym ratunkiem. Na Lofoty zabrałem ze sobą także żyłkę i haczyk. Wystarczy znaleźć jakiś patyk i już mamy wędkę. To na przypadek gdyby mnie naszła ochota na jakieś świeże mięso. Tym razem lenistwo wygrało, niezbyt mi się chciało łowić. Taką dietę uzupełniam kawą, herbatą oraz wodą. W przypadku Norwegii, prosto ze strumyka. Największym problemem takiego żywienia się jest to, że jest to troszkę nudne. Po tygodniu chciałoby się spróbować czegoś innego. Niektórzy twierdzą też, że dawki żywieniowe, które zabieram są małe i będę głodował. Nie ma problemu, możecie zabrać ze sobą więcej, ale pamiętajcie, że będziecie musieli targać to wszystko ze sobą na plecach.

IMG_20170610_190207_HDRIMG_20170611_091511_HDR

Druga noc minęła równie spokojnie jak pierwsza. Wystarczy w miarę ciepły śpiwór i śpię jak zabity. Wygląda na to, że świeże norweskiej powietrze całkiem mi sprzyja. Rano czekał mnie tradycyjny rytuał (owsianka, kawa, mycie się, składanie namiotu) i byłem gotowy do dalszej trasy. Kolejnym punktem miała być Kvalvika Beach. Kolejna urokliwa plaża. W prostej linii jest to jakieś 8 km, no ale nic w życiu nie może być proste. Wycieczka z postojami zajęła mi praktycznie cały dzień. Na próżno szukać ścieżki na Maps Google. Ja korzystałem z Locus Map. W aplikacji tej można odpalić mapy GPS. W internecie można znaleźć sporo map z naniesionymi ścieżkami i co najważniejsze poziomicami. Nawet jeśli na trasie, którą chcecie pokonać nie ma żadnej ścieżki, poziomice pozwolą chociaż trochę oszacować czy da się przejść wyznaczoną drogą bez dzikiego wspinania się po skałach. Na całe szczęście, ścieżka do Kvalviki była oznaczona. Przyznam, że była to najtrudniejsza część wyprawy. Na dzień dobry czeka nas spore podejście, około 1000 metrów pionowo w górę. Podejście jest strome, kamyki się sypią a plecak wydaje się jakby ważył co najmniej 20 kg. Widok z góry rekompensuje wszystko. Z jednej strony widzimy plażę, którą za sobą zostawiliśmy a z drugiej strony widok na wschodnią część Lofotów i góry, których nie byłem w stanie zidentyfikować. W sumie to nawet nie próbowałem. Nie potrzebowałem wiedzieć na co patrzę, sam fakt, że jest pięknie był dla mnie wystarczający. Idealne miejsce żeby wciągnąć sobie kabanosa.

IMG_20170611_123550_HDRIMG_20170611_121759_HDR-01IMG_20170611_121204_HDR

Pół godziny chilloutu i pora schodzić. Wbrew pozorom zejście nie było wcale łatwiejsze niż wejście. Było mokro, momentami szło się po śniegu, momentami po błocie, momentami gubiło się ścieżkę. Czasami zapadałem się po kolana w syfie. Nie polecam spacerować w adidasach. Wygodne buty to podstawa. Wygodne buty oraz przyzwyczajenie się do ciągłej wilgoci na stopach. Teren nie zmieniał się co najmniej przez dwie godziny. Jedyną różnicą było to, że pojawiało się coraz więcej krzaków i drzew. Momentami szło się wręcz przez las. Kluczenie między skałami, drzewami, rozpadlinami. Łatwo było się w tym wszystkim pogubić. Od czasu do czasu trzeba było spojrzeć na nawigację, inaczej można było gdzieś utknąć. W ciągu dnia na szlaku spotkałem kilka osób, więc raczej nie ma co liczyć, że w razie zagubienia się będziesz kierował się ludźmi.

IMG_20170611_134401_HDRIMG_20170611_143932_HDR-01IMG_20170611_150401_HDR

Po kilku godzinach udało się dotrzeć do cywilizacji. Kilka domków, ludzie wesoło machający z werand, jakaś nieutwardzona droga, nawet można było znaleźć jakieś noclegownie dla turystów. Google podpowiada, że znajdowałem się w okolicach Torsfjord. Kilka kilometrów spacerem po drodze i znowu trzeba było odbić w dzicz. Tym razem bardziej cywilizowaną dzicz. Kvalvika Beach znajdowała się jakąś godzinę spaceru od drogi, którą szedłem.

IMG_20170611_162341_HDRIMG_20170611_162600_HDRIMG_20170611_163129_HDR-01IMG_20170611_163749_HDRTym razem ścieżka była bardziej uporządkowana. W miejscach gdzie było grząsko poukładane były drewniane kładki. Szło się wzdłuż jeziora Markvatnet. Kusiło żeby się do niego zbliżyć, ale z racji, że jezioro to jest źródłem wody pitnej dla lokalnych mieszkańców, znaki ostrzegają żeby tego nie czynić. Sama końcówka spaceru podobna była do tej z dnia poprzedniego. Wdrapanie się na wzgórze i po raz kolejny powtórka z rozrywki – widok, który pozostaje w pamięci do końca życia. Kvalvika Beach jest jeszcze większą plażą niż Horseid. Przejście z jednego końca do drugiego zajmowało jakąś godzinę drogi. Plaża podzielona jest na dwie części przez skałę wcinającą się w wodę. Chcąc ją pokonać, musieliśmy się po raz kolejny wspinać. Ja osobiście wybrałem południowo-zachodni skraj wyspy i tam postanowiłem rozbić swój namiot. Powód był bardzo prosty – brak ludzi. Kvalvika jest całkiem turystycznym miejscem, można było dostrzec na niej kilka namiotów, wszystkie jednak znajdowały się na północnym skraju. Jest to teoretycznie lepsze miejsce pod namiot – dużo płaskiego terenu (i miękkiego na tyle, że można wbić śledzie) oraz łatwy dostęp do wody. Mó skrawek był bardzo kamienisty (w nocy słychać było kamienie spadające ze skał) a do wody trzeba było kawałek drałować, ale gdybym miał jeszcze raz wybrać miejsce noclegu, zrobiłbym dokładnie to samo. Totalne osamotnienie wynagradzało wszystko. Jedyne towarzystwo w okolicy to grupa surferów, która późnym wieczorem podpłynęła pod plażę od strony morza, posurfowała jakąś godzinkę i się zmyła. Kolejny raj na ziemi.

IMG_20170611_195701_HDRIMG_20170612_011752_HDR-01IMG_20170612_110340_HDRIMG_20170612_113749_HDR

Następna noc za mną, po raz kolejny pakujemy manatki i pora w dalszą drogę. Tym razem zapragnąłem zobaczyć tą samą plażę od góry. Dostałem się na jej przeciwległy skraj, minąłem rozstawione tam namioty i znów pionowy spacer w górę. Nie było łatwo, ale widoki wynagrodziły mi wszystko. Z jednej strony widok na Kvalvikę, która mogłaby uchodzić za karaibską plażę, z drugiej strony na pozostałe wyspy Lofotów (chyba Flakstadøya). Nie ma co tu dużo opowiadać. Zobaczcie sami.

IMG_20170612_130234_HDR-01IMG_20170612_130249_HDR-01IMG_20170612_141508_HDR-01-01

Na górze spędziłem chyba z 3 godziny. Było tak zjawiskowo, że nie chciało mi się ruszać dalej. Po kilku dniach spacerów byłem też troszkę zmęczony. Postanowiłem, że zejdę trochę w dół, w miejsce gdzie jest już mniej turystów i tam rozbiję namiot. Zszedłem w okolice miejscowości Fredvang i tam rozbiłem namiot (oczywiście szukając miejsca gdzie nie będą mi przeszkadzali inni ludzie). To była kolejna chilloutowa noc. Tej nocy strasznie wiało, ale nie przeszkadzało mi to w ogóle. Tak mi się przynajmniej wydawało. Zapomniałem, że część sprzętu zostawiłem poza namiotem (jak już wspominałem, mój namiot to taka mała trumienka, nie ma tam zbyt wiele miejsca na sprzęt). Rano okazało się, że połowy sprzętu nie ma. Zniknęły garnki, żyłki, haczyki, gąbka i śmieci. Wszystko rozwiał wiatr. O ile garnki było całkiem łatwo znaleźć, tak reszta zabawek stanowiła nie lada wyzwanie. Jako, że za punk honoru postawiłem sobie niepozostawianie za sobą żadnych śladów, koniecznie chciałem wszystko po sobie pozbierać. Poszukiwania trwały ponad godzinę, ale udało się! Znalazłem wszystko, nawet malutkie haczyki. Klamoty stoczyły się kilkaset metrów w dół góry, ale mimo wszystko nie zgubiłem nic. Udało się pozbierać każdy papierek, który ze sobą miałem. Czasem jestem szczęściarzem.

IMG_20170612_193701_HDRIMG_20170612_153228_HDR

Następny dzień był moim ostatnim pełnym dniem na Lofotach. Jako, że następnego dnia wcześnie rano miałem powrotny prom, chciałem się zbliżyć jak najbliżej portu w Moskenes. Miałem do pokonania 33 km. Wymyśliłem sobie, że będę stopował. Było to całkiem bezpiecznym rozwiązaniem. Nawet gdyby nie udało mi się nic złapać, spokojnie pokonałbym te 33 km na piechotę. Szybko spakowałem swoje manatki i zszedłem do miejscowości Fredvang. Tym razem trzymałem się głównych dróg. Chciałem przejść na piechotę do miejscowości Ramberg ( jakieś 7 km), pochillować na plaży i wrócić stopem do Reine. Tak też się udało. Spacer malowniczą drogą, kabanos na plaży i łapanie stopa.

IMG_20170613_114745_HDRIMG_20170613_131451

Internety mówią, że łapanie stopa na Lofotach jest całkiem łatwe. Co prawda zazwyczaj zatrzymują się turyści, ale jako, że w czerwcu na głównych drogach jest ich sporo, nie stanowi to żadnego wyzwania. Tak samo było w moim przypadku. Stałem na drodze jakieś 20 sekund. Trzeci przejeżdżający samochód zatrzymał się. Samochodem podróżowała bardzo sympatyczna para Włochów. Czy mogłem trafić lepiej ? Uwielbiam Włochów, ci nie ostawali od reszty. Bardzo rozgadani, zachwyceni Lofotami, po 10 minutach rozmowy czuło się jakby znało się ich całe życie. Zabrali mnie do samego Reine. Z Reine kolejne kilka kilometrów do Moskenes i byłem na miejscu.

IMG_20170613_161258_HDR

Chciałem spać tak blisko portu jak to tylko możliwe. Po raz kolejny udało się. Warto tutaj wspomnieć, że spanie w namiocie w miejscach publicznych jest legalne o ile nie robi się tego w pobliżu zabudowań. Nie można było spać w środku wioski, więc skręciłem w pierwszą lepszą polną drogę. To był strzał w 10. Udało mi się odnaleźć miejsce bardzo odizolowane, było mało prawdopodobne żeby ktoś tamtędy przechodził. Nocleg miałem jakieś 5 minut drogi od portu. Z namiotu widziałem swój statek. Szczęśliwy, że nie będę musiał rano kombinować poszedłem spać.

IMG_20170613_184538_HDR

Budzę się rano a tutaj niespodzianka. Niebo totalnie zachmurzone, widoczność zerowa, mokro, wilgotno, z nieba leci jakiś deszcz. Po całym tygodniu bezchmurnego nieba, załamanie przyszło dokładnie w momencie kiedy wyjeżdżałem. Lofoty płakały, że już je opuszczam. Ja byłem również bliski tego. Zapakowałem się na prom i udałem do domu taką samą drogą, którą przyjechałem. Statek, chillout, pociąg, chillout, samolot, chillout, pociąg i prosto do pracy. Pozostał tylko jeden problem do rozwiązania. Problem o którym wcześniej wspomniałem – mój zapach. Problem udało się łatwo rozwiązać. Mając kilka godzin czasu wolnego w Bodo, przespacerowałem się na lotnisko. Miałem nadzieję, że znajdę tam miejsce gdzie uda mi się umyć. Znalazłem. Za 50 NOK można było wziąć ciepły prysznic. Był to mój drugi i ostatni wydatek podczas tej podróży. Pachnący pojechałem do domu. Oszczędziłem bólu swoim współpasażerom.

IMG_20170614_084649

Reasumując. Na Lofotach wydałem 150 NOK (ok 60 PLN) + jedzenie z Polski (jakieś 50 PLN). Czy to dużo jak na tydzień wakacji ? Odpowiedź jest jasna. Czy teraz wydaje Wam się, że takie podróżowanie jest tanie i możliwe ? Mam nadzieję, że tak. Byłem ze swojego dokonania na tyle dumny, że postanowiłem uczcić to piwkiem i hamburgerem na lotnisku w Trondheim. Szybki rzut okiem w kartę skutecznie mnie od tego pomysłu odwiódł. 300 NOK za piwo 0,3l i średniej jakości burgera ? Dziękuję. Tym razem nie skorzystam.

IMG_20170612_144230

W swoim życiu widziałem wiele ładnych miejsc. Lofoty nie były kolejnym ładnym miejscem. Lofoty były najpiękniejszym miejscem w jakim w życiu byłem. Po wycieczce miałem 100% pewności, że uda mi się tam wrócić. Wszystko wskazuje na to, że wrócę tam szybciej niż myślałem. Wszystko wskazuje na to, że już za 3 miesiące znów będę miał możliwość delektowania się tymi widokami. Tym razem nie będzie to samotna wycieczka. Tym razem zapowiada się jeszcze bardziej ekscytująca. Na samą myśl, wiercę się i nie mogę na tyłku usiedzieć. Jedno jest pewne, kolejna wyprawa na Lofoty będzie niesamowitym przeżyciem.

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s

%d bloggers like this:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close